Historie opowiedziane.
Wierzysz w świat budowany czterema rękami. Cały świat, który dla Ciebie zamykał się w jednym ciele.
Wyobraź sobie, że zostajesz z nieproszonym gościem - echem, odbijającym się od białych ścian i modlisz się, by wreszcie zniknęły z nich obrazy pamięci, które wraz z zalegającymi w kątach złudzeniami są teraz Twoim jedynym dobytkiem.
Pozostają rozszerzone źrenice i ręce opuszczone w bezwładzie, których siła ogranicza się do sięgnięcia po paczkę papierosów i zapałek.
Papierosy są codziennym towarzyszem, czasowypełniaczem. Są pewnego rodzaju manifestacją. Kumulacją myśli uwolnionych. Spokoju i szaleństwa. Surogatem. Minutami, nieznośnie przedłużającymi się w nieskończoność. A po nich, jak i po nas, zostają wyłącznie niedopałki, w których tli się jeszcze dawny ogień. Z maniakalnym uporem próbujesz precyzyjnie zdusić go w zimnym szkle popielniczki. Bezskutecznie.
Ktoś jest w tobie, trzyma w szponach, wali pięścią, domagając się ładu. Gubi Cię.
Całujesz wodę. Smakujesz jej. Początkowo bardzo powoli, rozkoszujesz się każdą kroplą. Potem coraz bardziej zachłannie. Każdy kolejny łyk sprawia, że się krztusisz, aż w końcu ostatni haust ściąga Cię na dno.
Wyobraź sobie, że toniesz.
Wszak "istnieje wiele rodzajów śmierci, w których każdy tym się wyróżnia, że przeciwstawia się umieraniu jako takiemu" [Pan snów].
Czasem w chwili krótszej od jednego krzyku, a czasem powoli i bardzo boleśnie.
Znasz to uczucie?
A po wszystkim budzisz się. Zmywasz resztki rozmazanego makijażu, sięgasz po nową paczkę papierosów i żyjesz. Między światami. Bez pytania o czas i współrzędne.
W rzeczywistości nie istnieje podział na sny i jawę. Są tylko nieustające próby odnalezienia tego, co stracone, przeplatane próbami zapomnienia i nieistnienia. Wszystko po omacku, oślepieni podświadomością i pamięcią. Błądzenie we mgle w labiryncie wspomnień. Bez żadnego widocznego wyjścia na horyzoncie.
Codziennie odbywamy podróże wgłąb alei pamięci.